← Właściciel i przywództwo

Kto pomaga Ci nosić ciężar gabinetu?

W poprzednim odcinku pisałem o komunikacji w zespole. O tym, że w większym gabinecie informacja nie może żyć przypadkowo, bo wtedy bardzo szybko zaczyna się chaos, nieporozumienia i niepotrzebne napięcie.

Dzisiaj chcę poruszyć temat, który jest mniej organizacyjny, a bardziej właścicielski.

Samotność osoby prowadzącej gabinet.

To może brzmieć dziwnie, bo przecież właściciel gabinetu rzadko jest fizycznie sam. Wokół są pacjenci, lekarze, asystentki, higienistki, recepcja, dostawcy, księgowość, czasem manager, czasem wspólnik, czasem rodzina, która słyszy o gabinecie niemal codziennie.

A mimo to bardzo wiele decyzji i tak zostaje w głowie jednej osoby.

Zespół jest blisko, ale nie wszystko można powiedzieć zespołowi

W gabinecie można mieć świetnych ludzi. Można mieć zespół, który naprawdę się stara, lubi pacjentów, dobrze pracuje i chce, żeby firma się rozwijała.

Ale zespół to nadal zespół.

Nie każdą obawę można z nim omówić. Nie każdą decyzję można skonsultować przy kawie. Nie każdą wątpliwość warto wrzucić na grupę albo powiedzieć między pacjentami.

Właściciel często wie o rzeczach, których zespół jeszcze nie powinien wiedzieć. O kosztach, napięciach, planowanych zmianach, trudnych rozmowach, problemach personalnych, ryzykach finansowych albo decyzjach, które dopiero dojrzewają.

I właśnie wtedy pojawia się samotność.

Bo z jednej strony jest potrzeba, żeby z kimś porozmawiać. Z drugiej strony trzeba uważać, komu, kiedy i ile można powiedzieć.

Lider nie może zrzucać całego własnego napięcia na zespół.

Zespół potrzebuje poczucia bezpieczeństwa, kierunku i jasności. Nie oznacza to, że właściciel ma udawać robota bez emocji. Oznacza tylko, że nie każde właścicielskie napięcie powinno trafiać do ludzi, którzy sami potrzebują stabilności.

Rodzina często słyszy o gabinecie, ale nie zna jego ciężaru

Wielu właścicieli próbuje rozmawiać o gabinecie w domu.

I czasem to pomaga.

Bliska osoba może wysłuchać, przytulić, zadać proste pytanie albo powiedzieć: „przecież już tyle razy sobie radziliście, teraz też dacie radę”.

To bywa potrzebne.

Ale często pojawia się też drugi problem. Rodzina może znać emocje, ale nie zawsze rozumie mechanikę gabinetu. Nie widzi wszystkich zależności, ukrytych kosztów, napięć w zespole, ryzyk związanych z grafikiem, trudności w rekrutacji albo tego, jak jedna słaba decyzja potrafi odbić się na pracy kilku osób.

Dlatego właściciel może opowiadać o gabinecie codziennie, a mimo to nadal czuć, że najważniejsze rzeczy zostają niewypowiedziane.

Bo trudno wytłumaczyć komuś z zewnątrz, dlaczego jedna wiadomość od lekarza potrafi zepsuć cały wieczór. Dlaczego odejście jednej asystentki może uruchomić lawinę problemów. Dlaczego pacjent, który nie potwierdził kilku wizyt, nie jest tylko drobną niedogodnością, ale elementem większego napięcia w grafiku.

Z zewnątrz część spraw wygląda jak szczegóły.

Od środka te szczegóły potrafią ważyć bardzo dużo.

Najtrudniejsze decyzje rzadko mają idealne rozwiązanie

Samotność właściciela bardzo często ujawnia się przy decyzjach, które nie mają jednej dobrej odpowiedzi.

Czy podnieść ceny teraz, czy poczekać jeszcze kilka miesięcy?

Czy rozstać się z osobą, która od dawna nie pasuje do zespołu, ale zna gabinet i jest lubiana przez pacjentów?

Czy zatrudnić kolejną osobę na recepcję, mimo że koszty już są wysokie?

Czy wejść w nową inwestycję, czy najpierw uporządkować to, co już działa?

Czy ograniczyć własne godziny przy fotelu, choć przychód gabinetu nadal mocno zależy od pracy właściciela?

Takie decyzje rzadko są czarno-białe.

Każda ma plusy, minusy, ryzyka i konsekwencje. Można je policzyć, przedyskutować, rozpisać, ale na końcu i tak często zostaje moment, w którym trzeba wziąć odpowiedzialność.

I tego momentu nikt za właściciela nie przeżyje.

Można mieć doradcę, księgowość, managera, prawnika, wspólnika i zaufany zespół, ale ostatecznie część decyzji nadal ląduje na właścicielskich barkach.

To jest jedna z najtrudniejszych prawd o prowadzeniu firmy.

Im większy gabinet, tym więcej decyzji, których nie da się podjąć demokratycznie.

Samotność nie zawsze oznacza brak ludzi

To ważne rozróżnienie.

Samotność właściciela nie zawsze wynika z tego, że nie ma wokół nikogo. Często ludzi jest dużo. Czasem nawet za dużo.

Problem polega na tym, że każdy z tych ludzi patrzy na gabinet z innej perspektywy.

Recepcja widzi pacjentów, telefony i grafiki. Asysta widzi rytm pracy przy fotelu. Lekarze widzą leczenie, dokumentację i swoje dni pracy. Manager widzi procesy i codzienne problemy operacyjne. Księgowość widzi liczby, ale często bez emocjonalnego kontekstu. Rodzina widzi zmęczenie, ale nie zawsze rozumie realia branży.

Właściciel widzi to wszystko naraz.

I właśnie to „naraz” jest obciążające.

Bo właściciel musi łączyć perspektywę pacjenta, zespołu, finansów, jakości leczenia, marki, ryzyka, relacji i przyszłości gabinetu.

To trochę tak, jakby patrzeć na kilka ekranów jednocześnie i próbować z każdego wyciągnąć jedną rozsądną decyzję.

Nic dziwnego, że czasem głowa jest zmęczona.

Najbardziej niebezpieczna jest samotność bez lustra

Samotność sama w sobie nie zawsze jest zła.

Czasem człowiek potrzebuje ciszy, żeby coś przemyśleć. Potrzebuje spaceru, notatnika, godziny bez telefonu albo wolnego wieczoru, żeby emocje opadły i pojawiła się większa jasność.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy właściciel zbyt długo zostaje sam ze swoimi myślami.

Bo zmęczona głowa potrafi produkować bardzo przekonujące historie.

Że wszystko jest na mojej głowie.

Że nikt mnie nie rozumie.

Że jak odpuszczę, wszystko się rozpadnie.

Że nie mogę nikomu zaufać.

Że inni mają lepiej poukładane gabinety.

Że skoro tyle rzeczy wraca do mnie, to coś robię źle.

Czasem w tych myślach jest kawałek prawdy. Ale czasem jest w nich głównie zmęczenie.

Dlatego właściciel potrzebuje lustra.

Kogoś, kto wysłucha, ale nie tylko przytaknie. Kogoś, kto zada trudne pytanie, pokaże inną perspektywę, pomoże oddzielić fakt od lęku i napięcia.

Samotna głowa bardzo łatwo zaczyna wierzyć tylko sobie.

A to nie zawsze jest bezpieczne.

Każdy właściciel potrzebuje swojej rady nadzorczej

Nie mam tu na myśli formalnej rady nadzorczej, uchwał i korporacyjnych procedur.

Mam na myśli kilka osób, z którymi można porozmawiać mądrze i bez udawania.

Jedna osoba może być dobra do rozmów o liczbach. Druga do tematów zespołowych. Trzecia do decyzji strategicznych. Czwarta do rozmów bardziej osobistych, w których nie trzeba udawać, że wszystko jest pod kontrolą.

To może być mentor, inny właściciel gabinetu, psychoterapeuta, doradca, manager, wspólnik, przyjaciel z branży albo ktoś, kto już przeszedł podobny etap rozwoju firmy.

Ważne, żeby nie oczekiwać od jednej osoby, że będzie wszystkim naraz.

Rodzina nie zawsze będzie najlepszym miejscem do rozmowy o rentowności gabinetu. Księgowość nie zawsze pomoże w samotności lidera. Manager nie zawsze powinien słyszeć wszystkie lęki właściciela. A zespół nie powinien być miejscem, w którym właściciel rozładowuje swoje napięcie.

Dlatego warto mieć różne osoby do różnych rozmów.

Nie po to, żeby rozmawiać z każdym o wszystkim.

Po to, żeby nie zostawać ze wszystkim samemu.

Od czego zacząć w praktyce

Proponuję prostą rzecz.

Wypisz trzy typy tematów, które najczęściej nosisz w głowie samodzielnie.

Na przykład:

  • decyzje finansowe,
  • trudne sprawy zespołowe,
  • lęk o przyszłość gabinetu.

Następnie przy każdym temacie dopisz jedną osobę, z którą można byłoby porozmawiać rozsądnie, spokojnie i bez udawania.

Jeśli przy którymś temacie nie przychodzi do głowy żadne nazwisko, to też jest ważna informacja.

Nie trzeba od razu dzwonić do wszystkich i opowiadać całego życia. Czasem pierwszy krok jest dużo prostszy. Można napisać do jednej osoby i powiedzieć: „mam temat, który od jakiegoś czasu noszę w głowie i przydałaby mi się rozmowa”.

To nie jest słabość.

To higiena prowadzenia firmy.

Z czym chcę Cię dziś zostawić

Właściciel gabinetu często jest otoczony ludźmi, ale to nie znaczy, że ma z kim naprawdę dzielić ciężar decyzji.

To jedna z bardziej samotnych części tej roli.

Zespół potrzebuje lidera. Pacjenci potrzebują spokoju. Rodzina często widzi zmęczenie, ale nie zawsze rozumie kontekst. A najtrudniejsze decyzje i tak często trzeba podjąć samodzielnie.

Dlatego warto budować wokół siebie mądre wsparcie.

Nie po to, żeby ktoś zdejmował z właściciela odpowiedzialność.

Tylko po to, żeby nie podejmować ważnych decyzji wyłącznie z poziomu zmęczenia, lęku albo napięcia.

Samotność właściciela nie zawsze da się całkowicie usunąć.

Ale można ją zmniejszyć.

W kolejnym odcinku chciałbym poruszyć temat, który mocno łączy się z samotnością i przeciążeniem.

Ciało, które często pierwsze pokazuje, że coś jest nie tak.

Bo czasem głowa jeszcze mówi „dam radę”, ale ciało już od dawna wysyła rachunek.


Do zobaczenia w przyszłym tygodniu!
Arek Buziewicz

Czytaj dalej

Wróć do biblioteki, aby przeglądać inne wpisy.

← Więcej materiałów z obszaru: Właściciel i przywództwo