Dziś temat, który wielu właścicieli gabinetów traktuje jak marketingowy żargon, a tymczasem … to właśnie on decyduje, czy marketing działa, czy tylko wygląda. Mowa o lejku pacjenta.

Jeśli zrozumie się ten proces – i go ułoży – wszystko inne zaczyna mieć sens: reklamy, rozmowy rejestracji, powroty pacjentów, rekomendacje. A jeśli się tego nie zrobi – pacjenci po prostu się gubią.

W tym wpisie pokazuję, czym jest lejek pacjenta w stomatologiigdzie najczęściej giną potencjalne wizyty oraz co da się zautomatyzować, a co trzeba dowieźć zespołowo.

1. Co to w ogóle znaczy „lejek pacjenta”?

Lejek to inaczej proces decyzyjny pacjenta. Cała droga od momentu, kiedy ktoś dowiaduje się, że gabinet istnieje – aż do momentu, kiedy zostawia opinię i poleca znajomym.

Można go porównać do lejka kuchennego: na górze szeroko, wiele osób coś zobaczy, kliknie, zapyta. Ale tylko niektóre z nich przechodzą niżej – dzwonią, zapisują się, przychodzą, wracają.

Każdy etap tej drogi da się opisać. A co ważniejsze – da się nim zarządzać.

2. Jak wygląda ta ścieżka w praktyce?

Pytanie, które często zadaję właścicielom gabinetów, brzmi: „Ile osób przyszło do Was w tym miesiącu z iBez W uproszczeniu:

  1. Zainteresowanie – ktoś widzi reklamę, post, opinię, stronę.
  2. Kontakt – dzwoni lub pisze.
  3. Pierwsza rozmowa – rozmawia z rejestracją.
  4. Zapisanie się na wizytę – decyzja zapada.
  5. Wizyta – pierwsze realne doświadczenie pacjenta.
  6. Opieka po wizycie – kontakt, przypomnienia, kontynuacja leczenia.
  7. Powrót lub rekomendacja – pacjent zostaje lub poleca dalej.

Każdy z tych etapów to potencjalne sito. Im więcej wycieków, tym mniej wizyt. I tym większe straty – także finansowe.

3. Gdzie najczęściej uciekają potencjalni pacjenci?

Widzimy to regularnie:

  • Między kliknięciem a rozmową – pacjent widzi reklamę, ale strona www nie działa dobrze, formularz nieczytelny, brak jasnego CTA.
  • Na poziomie rejestracji – rozmowa nie przekonuje, nie ma propozycji terminu, nie ma opieki.
  • Po pierwszej wizycie – brak follow-upu, brak propozycji kolejnych kroków, zero kontaktu przez 6 miesięcy.

Jeśli nie ma procesu, który przeprowadza pacjenta przez te etapy, trudno oczekiwać powtarzalnych efektów. A przecież w marketingu właśnie o powtarzalność chodzi.

4. Co można zautomatyzować, a co trzeba zrobić ręcznie?

Nie wszystko trzeba robić samodzielnie. I nie wszystko warto oddawać automatom.

Automatyzować można:

  • przypomnienia SMS o wizycie,
  • sekwencje maili edukacyjnych,
  • formularze zapisu i mail z potwierdzeniem,
  • systemy monitorowania skuteczności kampanii.

Ręcznie trzeba ogarniać:

  • rozmowy telefoniczne z pacjentami,
  • jakość obsługi podczas wizyty,
  • proponowanie dalszego leczenia i opieki,
  • budowanie relacji.

Dopiero połączenie jednego z drugim daje efekt. System automatyzacji + ludzie, którzy dowożą = lejek, który działa.

W kolejnym artykule poruszymy temat Google Ads. Pokażę, co naprawdę oznaczają skróty typu CTR, CPC i CPA oraz jak sprawdzić, czy reklama przynosi efekt, czy tylko wygląda profesjonalnie.

Dzięki, że czytasz. Wiem, że to nie są krótkie wpisy. Ale jeśli chociaż jedna rzecz z tego wdrożysz – lejek zacznie działać lepiej. A wtedy marketing przestaje być kosztem. Staje się inwestycją.



Do zobaczenia w przyszłym tygodniu!
Arek Buziewicz


A jak już tu jesteś, to zapisz się na nasz darmowy newsletter:
https://wartosciowygabinet.pl/newsletter/

Arek Buziewicz

Zobacz wszystkie posty

dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Arek Buziewicz