Hej !
Nieczęsto zdarza mi się rozmowa, w której gość tak otwarcie pokazuje, jak naprawdę działa jego gabinet od środka.
Bez pudrowania. Bez ogólników. Bez ostrożnego krążenia wokół tematu.
Kasia pokazuje, jak wygląda codzienność w jej gabinecie, który urósł z 3 do 10 foteli, jak układać procesy, jak szkolić zespół, jak delegować odpowiedzialność i jak nie zgubić przy tym jakości leczenia ani poczucia zaopiekowania po stronie pacjenta.
To jeden z niewielu wywiadów, które przeprowadziłem, gdzie rozmówczyni tak chętnie i bez skrępowania odsłania praktyczne sposoby działania swojego gabinetu.
I właśnie dlatego ten odcinek szczególnie warto obejrzeć albo odsłuchać. Jeśli chcesz zrobić to od razu, to podrzucam link do YouTube – TUTAJ oraz wersja audio do posłuchania w trasie (Spotify).
Założę się, że wrócisz do tego wywiadu jeszcze raz. Ale tym razem z notesem 🤓
To nie jest rozmowa tylko o ortodoncji
Na pierwszy rzut oka można pomyśleć, że to materiał głównie dla osób związanych z ortodoncją.
Ale to byłoby zbyt proste.
Bo tak naprawdę to jest rozmowa o prowadzeniu nowoczesnego gabinetu. O roli liderki. O zespole. O procesach. O zaufaniu. O standardzie obsługi. O odpowiedzialności. I o tym, jak połączyć wysoką jakość kliniczną z dobrze działającą organizacją.
Bardzo podoba mi się jedna z myśli, która przewija się w tej rozmowie od początku do końca.
Nowoczesność nie polega już tylko na tym, żeby kupić kolejny sprzęt.
Nowoczesność polega na tym, żeby umieć zbudować środowisko, w którym ludzie wiedzą, co robić, rozumieją po co to robią i potrafią dać pacjentowi poczucie bezpieczeństwa.
I z tym akurat zgadzam się w stu procentach.
Bo można mieć piękne wnętrza, skanery, tomograf, cyfrowe planowanie i cały zestaw narzędzi, a mimo to nadal gubić pacjenta po drodze, przeciążać zespół i codziennie gasić kolejne pożary.
Najciekawsze w tej rozmowie jest to, co Kasia mówi o ludziach
To był dla mnie jeden z najmocniejszych fragmentów całego wywiadu.
Kasia wprost mówi, że kiedyś nowoczesność kojarzyła się bardziej z urządzeniami, a dziś dużo wyraźniej widać, że najważniejsi są ludzie i jakość współpracy między nimi.
To bardzo dojrzała obserwacja.
Wielu właścicieli gabinetów przez lata skupia się na sprzęcie, metrażach, kolejnych inwestycjach, nowych usługach, kolejnych fotelach.
A potem przychodzi moment, w którym okazuje się, że prawdziwe wąskie gardło jest gdzie indziej.
Nie w brakach sprzętowych. Nie w marketingu. Nie w lokalizacji.
Tylko w tym, że:
- zespół nie działa w oparciu o wspólne zasady,
- większość rzeczy istnieje tylko w głowie właściciela,
- nowa osoba wdraża się metodą prób i błędów,
- odpowiedzialność nie jest jasna,
- a pacjent odczuwa chaos szybciej, niż się wydaje.
Rozwój gabinetu na początku często oznacza wzrost. Więcej pacjentów. Więcej pracy. Więcej foteli. Więcej ludzi.
Ale później priorytety się zmieniają.
I wtedy kluczowym wyzwaniem staje się utrzymanie jakości. A ciężko to osiągnąć bez odpowiednich ludzi.
Praca na wielu fotelach nie obniża jakości, ale chaos już tak!
To jest chyba jeden z tych wątków, dla których wiele osób kliknie w ten materiał.
Bo Kasia opowiada bardzo konkretnie, jak wygląda praca na wielu fotelach i dlaczego nie trzeba się tego bać.
Ale uwaga.
Nie pada tam tani slogan, że “wystarczy delegować”.
Wręcz przeciwnie.
Z rozmowy wynika coś dużo ważniejszego.
Delegowanie działa dopiero wtedy, gdy zespół naprawdę rozumie proces.
Nie wtedy, gdy ktoś nauczył się tylko odtwarzać ruchy. Nie wtedy, gdy wszystko jest robione pamięciowo.
Kluczem jest zrozumienie – dlaczego to robimy.
Bo jeśli osoba w zespole rozumie, po co wykonuje daną czynność, na co ma zwracać uwagę i jakie są konsekwencje błędu, wtedy zaczyna działać świadomie.
A świadome działanie daje jakość.
To bardzo cenna lekcja nie tylko dla ortodoncji.
W każdej części gabinetu jest dokładnie tak samo.
Recepcja. Asysta. Koordynacja leczenia. Obsługa pozabiegowa. Komunikacja po konsultacji.
Wszędzie tam jakość bierze się nie z samego zakresu obowiązków, tylko ze zrozumienia procesu.
Pacjent nie oczekuje ciągłej obecności. Pacjent oczekuje opieki
To kolejny fragment, który moim zdaniem warto usłyszeć z ust Kasi w całości.
Bo bardzo trafnie rozprawia się tam z jednym z popularnych lęków związanych z technologią.
Wiele osób zakłada, że jeśli ograniczyć liczbę klasycznych wizyt kontrolnych i wdrożyć monitorowanie zdalne, to pacjent poczuje się pozostawiony sam sobie.
Kasia pokazuje coś odwrotnego.
Pacjent nie potrzebuje koniecznie siedzieć na fotelu co kilka tygodni tylko po to, żeby “być widzianym”.
Pacjent potrzebuje poczucia, że ktoś nad leczeniem czuwa.
A to jest wielka różnica.
Jeśli pacjent ma kontakt, jeśli dostaje wskazówki, jeśli gabinet wyłapuje problem wcześniej, jeśli reaguje zanim drobna awaria zamieni się w cofnięcie leczenia, to poziom opieki rośnie, a nie spada.
I znów – to nie jest tylko rozmowa o jednym narzędziu.
To jest rozmowa o zmianie myślenia.
Nie chodzi o to, żeby technologia zastąpiła człowieka.
Chodzi o to, żeby człowiek z pomocą technologii lepiej wykorzystywał swój czas, uwagę i kompetencje.
To podejście bardzo lubię.
Bo ono jest rozsądne.
Bez zachwytu dla samej technologii. Bez straszenia sztuczną inteligencją. Bez udawania, że wszystko trzeba wdrożyć jutro.
Najpierw zrozumieć. Potem poukładać. Dopiero później delegować i skalować.
Jest tam też świetny wątek o procedurach, którego wiele osób nie chce usłyszeć
Czyli o tym, że jeśli coś nie jest spisane, to wcześniej czy później zacznie się rozjeżdżać.
I to jest szczególnie podstępne w gabinetach, które działają długo i mają lojalny zespół.
Bo wtedy łatwo wpaść w pułapkę: “przecież wszyscy wiedzą”
No właśnie nie.
Wszyscy wiedzą tylko do momentu, kiedy:
- pojawia się nowa osoba,
- ktoś przechodzi na urlop,
- ktoś odchodzi,
- zmienia się technologia,
- zmienia się sposób pracy,
- albo właściciel przestaje być codziennie wszędzie naraz.
Bardzo cenne było to, że Kasia nie udaje tam idealnego świata.
Nie mówi, że wszystko od początku było wzorowo poukładane.
Mówi otwarcie, że dużo rzeczy było niespisanych i dopiero z czasem zaczęła porządkować codziennie powtarzane czynności w procesy.
Nawet dobrze działający gabinet stale coś dopisuje, poprawia i porządkuje.
Bardzo ważny jest też fragment o odpowiedzialności liderki
To był moment, przy którym sam mocno przytakuję.
Kasia mówi wyraźnie, że bierze pełną odpowiedzialność za pracę swojego zespołu.
To jest moim zdaniem fundament zdrowego delegowania.
Bo delegowanie nie polega na tym, żeby tylko oddać zadanie i zniknąć.
Delegowanie polega na tym, żeby:
- najpierw nauczyć,
- potem sprawdzić,
- następnie dać samodzielność,
- a na końcu nadal brać odpowiedzialność za standard.
To podejście buduje dwie rzeczy naraz.
Po pierwsze daje bezpieczeństwo pacjentowi. Po drugie daje odwagę zespołowi.
Bo jeśli w gabinecie istnieje kultura, w której można przyjść i powiedzieć “tu coś nie zadziałało”, to da się szybciej wychwytywać błędy, poprawiać proces i uczyć ludzi.
A jeśli w gabinecie panuje lęk przed przyznaniem się do błędu, to problemy się nawarstwiają.
Chowane pod dywan, później wychodzą – tylko drożej.
Co warto z tej rozmowy zabrać do swojego gabinetu już teraz
Nie każdy wdroży od razu pracę na kilku fotelach. Nie każdy zacznie od razu monitorowanie zdalne. Nie każdy ma laboratorium, zespół ortodontyczny i rozbudowany model pracy.
Ale z tej rozmowy spokojnie da się wyciągnąć kilka rzeczy do zastosowania nawet w małym gabinecie.
Na przykład te:
- spisać 3 najczęściej powtarzane procesy, które dziś istnieją tylko “w głowie”,
- przy każdej delegowanej czynności dopisać nie tylko “co robić”, ale też “dlaczego właśnie tak”,
- zastanowić się, w którym miejscu pacjent najbardziej może czuć zagubienie i przypisać do tego jedną odpowiedzialną osobę,
- przeanalizować, czy zespół ma odwagę przyjść z problemem od razu, czy raczej chowa go do ostatniej chwili.
To są rzeczy, które zrobią ogromną różnicę w Waszej codziennej pracy.
Dlaczego mimo tego streszczenia i tak warto obejrzeć cały odcinek
Bo w tym mailu da się pokazać tylko fragment.
Da się wyciągnąć główne myśli. Da się zaznaczyć najważniejsze wnioski. Da się wskazać, co według mnie jest tam najmocniejsze.
Ale nie da się oddać tonu. Nie da się oddać niuansów. Nie da się oddać tego, jak Kasia tłumaczy swoją logikę działania krok po kroku.
A właśnie tam jest najwięcej wartości.
Szczególnie jeśli interesuje Cię:
- jak uczyć zespół pracy w większej samodzielności,
- jak rozmawiać z pacjentem o leczeniu i planie,
- jak poukładać diagnostykę i prezentację planu leczenia,
- jak myśleć o technologii bez popadania w skrajności,
- jak rozwijać gabinet bez gubienia jakości.
Dlatego zamiast zostawiać Cię tylko z tym skrótem, poniżej podrzucam linki.
Na spokojnie. Do obejrzenia wieczorem na sofie (wersja na YouTube). Albo do odsłuchania w aucie, gdzieś w trasie (wersja audio na Spotify).
To tyle na dziś.
W kolejnym mailu postaram się pociągnąć jeden z wątków z tej rozmowy i rozebrać go na czynniki pierwsze. Najchętniej temat delegowania, opieki nad pacjentem albo procesów, które da się spisać bez robienia z gabinetu korporacji. Daj znać co Cie interesuje najbardziej.
Do zobaczenia w przyszłym tygodniu!
Arek Buziewicz
A jak już tu jesteś, to zapisz się na nasz darmowy newsletter:
https://wartosciowygabinet.pl/newsletter/

dodaj komentarz