Dzisiaj zaczynam nową wakacyjną serię.
Przez najbliższe tygodnie nie będę pisać o marketingu, zarządzaniu, rentowności ani o sztucznej inteligencji.
Nie dlatego, że te tematy są nieważne.
Wręcz przeciwnie.
Mam jednak poczucie, że jest jeden temat dużo ważniejszy, a jednocześnie zdecydowanie za rzadko poruszany w naszej branży.
Zdrowie psychiczne właścicieli gabinetów stomatologicznych.
Wiem, że dla części osób może to brzmieć nietypowo. W końcu stomatologia kojarzy się raczej z leczeniem, technologią, nowoczesnym sprzętem czy rozwojem klinicznym. Rzadziej z rozmową o emocjach, przeciążeniu, lęku czy samotności.
A jednak od kilku lat coraz częściej dochodzę do wniosku, że właśnie tam znajduje się źródło wielu problemów, z którymi mierzą się osoby prowadzące gabinety.
Im większy gabinet, tym częściej znika radość z jego prowadzenia
Przez ostatnich kilkanaście lat miałem okazję obserwować setki gabinetów stomatologicznych. Część z nich prowadziłem osobiście, częścią opiekowaliśmy się w ramach Marketize i Patiently, a z właścicielami wielu innych rozmawiałem podczas szkoleń, konferencji czy indywidualnych spotkań mentoringowych.
I jest jedna rzecz, która wraca regularnie.
Im większy staje się gabinet, tym częściej znika radość z jego prowadzenia.
Brzmi paradoksalnie.
Przecież większość osób zakłada własny gabinet właśnie po to, żeby mieć większą niezależność, większy wpływ na otoczenie i możliwość leczenia pacjentów po swojemu. Tymczasem po kilku latach okazuje się, że zamiast satysfakcji pojawia się zmęczenie, frustracja, a czasem wręcz niechęć do przychodzenia do własnej firmy.
Co ciekawe, bardzo często nie wynika to ze stomatologii.
Wręcz przeciwnie.
Wielokrotnie spotykałem osoby, które mówiły mi, że mają dość swojego gabinetu, mają dość problemów, mają dość ludzi i ciągłego rozwiązywania konfliktów. A później, kiedy udało się uporządkować organizację pracy, zatrudnić odpowiednie osoby albo przekazać część odpowiedzialności innym członkom zespołu, nagle wracała radość z leczenia pacjentów.
To skłoniło mnie do pewnej refleksji.
Być może wiele osób ma dość nie samej stomatologii tylko zarządzania?
Dość rekrutacji.
Dość wdrażania kolejnych osób.
Dość tłumaczenia tych samych rzeczy po raz dziesiąty.
Dość gaszenia pożarów, które pojawiają się każdego dnia.
Dość odpowiedzialności za wszystko i wszystkich.
W szkole medycznej nikt nie uczy prowadzenia firmy
Większość właścicieli gabinetów to lekarze, świetni klinicyści.
Potrafią diagnozować, planować leczenie, pracować z pacjentami i rozwijać swoje umiejętności zawodowe. Problem polega na tym, że wraz z rozwojem gabinetu potrzebne stają się zupełnie inne kompetencje.
Nagle trzeba nauczyć się rekrutacji, komunikacji, delegowania, zarządzania finansami czy budowania zespołu.
A tego większość z nas nigdy nie studiowała.
W efekcie wiele decyzji podejmowanych jest intuicyjnie. Część okazuje się trafna, część mniej, ale po kilku latach takich prób i błędów pojawia się zmęczenie.
Nie stomatologią.
Konsekwencjami własnych decyzji, które trzeba codziennie dźwigać.
Znam właścicieli gabinetów, którzy odpowiadają dziś za kilkanaście lub kilkadziesiąt osób. Odpowiadają za wypłaty, za atmosferę w zespole, za rozwój firmy, za pacjentów i za jakość leczenia.
A jednocześnie często nie mają z kim szczerze porozmawiać o własnych obawach.
Instagram pokazuje tylko fragment rzeczywistości
Jestem również przekonany, że media społecznościowe nie pomagają.
Pokazujemy tam głównie sukcesy.
Nowe gabinety.
Nowe inwestycje.
Piękne metamorfozy.
Uśmiechnięte zespoły.
Opinie pacjentów.
I nie ma w tym nic złego.
Problem pojawia się wtedy, kiedy własciciel siedząc wieczorem po ciężkim dniu pracy zaczyna oglądać te wszystkie zdjęcia i dochodzi do wniosku, że wszędzie jest dobrze, tylko u niego coś nie działa.
Że wszyscy mają poukładane zespoły.
Że wszyscy wiedzą jak zarządzać.
Że wszyscy podejmują dobre decyzje.
Że wszyscy mają świetną atmosferę.
Że wszyscy wiedzą, co robią.
A prawda jest zwykle dużo bardziej skomplikowana.
Bo kiedy rozmawiam z właścicielami gabinetów bez kamer, bez mikrofonów, okazuje się, że większość zmaga się z bardzo podobnymi wyzwaniami.
Pojawia się zmęczenie.
Pojawia się lęk.
Pojawia się frustracja.
Pojawia się poczucie odpowiedzialności za wszystkich dookoła.
Pojawia się samotność.
I właśnie dlatego postanowiłem napisać tę serię.
Chciałbym, żeby osoby, które ją przeczytają, zobaczyły jedną ważną rzecz.
Nie są same.
O czym będzie ta wakacyjna seria?
Przez najbliższe tygodnie chciałbym poruszyć temat, który moim zdaniem jest jednym z najbardziej niedocenianych tematów w całej branży medycznej.
Nie implantologii.
Nie marketingu.
Nie sztucznej inteligencji.
Nie nowych technologii.
Tylko zdrowia psychicznego osób prowadzących gabinety.
Piszę to z pełną świadomością, że dla części osób może być to temat niewygodny. Dla wielu jest tematem tabu.
W naszej branży dużo łatwiej rozmawiać o nowych unitach, skanerach czy przychodach niż o zmęczeniu, lęku, frustracji albo samotności.
A przecież właśnie z tymi rzeczami spotykam się regularnie podczas rozmów z właścicielami gabinetów.
Przez lata słyszałem historie o nieprzespanych nocach przed wypłatami dla zespołu. O poczuciu odpowiedzialności za kilkanaście rodzin utrzymujących się z pracy w gabinecie. O strachu przed utratą kluczowych osób. O złości na siebie po źle podjętych decyzjach. O poczuciu winy związanym ze zwolnieniem pracownika. O zmęczeniu ciągłym rozwiązywaniem konfliktów.
Co ciekawe, większość tych rozmów odbywa się po cichu.
Nie na konferencjach.
Nie na Instagramie.
Nie na Facebooku.
Najczęściej przy kawie, po szkoleniu albo wieczorem w hotelowym lobby, kiedy kończy się oficjalna część wydarzenia i można wreszcie porozmawiać szczerze.
Wtedy okazuje się, że wiele osób mierzy się dokładnie z tymi samymi problemami.
Dlatego chciałbym, aby ta seria była przede wszystkim przypomnieniem, że nie trzeba udawać, że wszystko jest idealnie.
W kolejnych tygodniach będziemy rozmawiać między innymi o tym, dlaczego tak trudno stawiać granice własnemu zespołowi. Dlaczego odwlekamy trudne rozmowy. Skąd bierze się lęk przed zwolnieniem osoby, która od dawna nie pasuje do zespołu. Dlaczego tak wiele osób ma poczucie, że wszystko musi przechodzić przez ich ręce.
Porozmawiamy o samotności właściciela gabinetu. O poczuciu odpowiedzialności za wszystkich dookoła. O zmęczeniu podejmowaniem decyzji. O wypaleniu, które często wcale nie dotyczy stomatologii, tylko zarządzania.
Będzie też o komunikacji, delegowaniu, relacjach w zespole, stawianiu granic, poczuciu winy, lęku i wstydzie. O emocjach, które bardzo często wpływają na funkcjonowanie gabinetu bardziej niż nowa technologia czy kolejna procedura.
Chciałbym też poruszyć temat psychoterapii, ponieważ jestem przekonany, że wielu liderów i wielu właścicieli gabinetów mogłoby dzięki niej nie tylko lepiej funkcjonować zawodowo, ale przede wszystkim żyć spokojniej.
Nie będzie to jednak seria psychologiczna.
To będzie seria o codziennym życiu osób prowadzących gabinety.
O rzeczach, o których zwykle rozmawia się dopiero wtedy, kiedy nikt inny nie słucha.
Za tydzień podejmę pierwszy temat jakim jest rozdzielenie dwóch ról: lekarz i osoba prowadząca firmę.
Do zobaczenia w przyszłym tygodniu!
Arek Buziewicz
A jak już tu jesteś, to zapisz się na nasz darmowy newsletter:
https://wartosciowygabinet.pl/newsletter/

dodaj komentarz